Wspomnienie Mietka

Mietek Jankowicz, odszedł jak żył, ciesząc się życiem, które Mu Pan Bóg dał. MIjają dwa lata, gdy nie ma Go z nami. Jest w naszych sercach!

 

 

Epitafium dla Mietka

Skawina,18.04.2013 r.

Zima miała się już ku końcowi. Był początek marca i ptaki coraz śmielej śpiewały w słoneczne dni… Przygotowywaliśmy się do zabawy w remizie w Sosnowicach.
Pewnej nocy Pan Bóg przyszedł do Mietka i powiedział: napracowałeś się Przyjacielu, wypełniłeś swoje zadanie do końca. Nie było ci łatwo, wiem. Życie nie było ci różami usłane. Sam wiesz. Tak miało być. Zgodziłeś się. Dokonałeś jednak kilku cudów, pomimo ograniczonych możliwości. Pokochali cię takim jakim byłeś, jesteś im bratem. Wędrowali z tobą w smutku i radości. Wybaczali ci, a ty znosiłeś wszystko w sercu od ludzi… Dlatego wracaj.  To będzie Twój ostatni bal.
(Mietek oczywiście nie miał pojęcia, że jest aniołem. Gdy ofiarował się z misją Pan Bóg odebrał mu pamięć.)
Westchnął cicho Anioł Mietek ( nie był podobny do anioła, wszyscy to wiedzą). ,,Cóż robić”– pomyślał. ,,Co się naprawdę zaczęło – nigdy się nie kończy. Pójdę pierwszy i będę na nich czekać.”
Przymknął oczy i zobaczył twarze, które kochał: swoją Mamę, braci, bratanków, tatę, sąsiadów bliższych i dalszych, lekarzy i pielęgniarki i kolegów, którym tak lubił dokuczać i śpiewać z nimi i żartować…., dla których był ważny i gdzie był kochany. Swoje panie: Hańcię, Anetę, Anię, Asię, Przemka, Halinę i kierowniczkę. Swoje  miejsce na wprost drzwi, blisko kuchni, gdzie witał wszystkich gości.
A potem jak przez mgłę zobaczył wielki tłum.,, Skąd tylu ludzi i po co przyszli?” Wielu płakało, a ich łzy były dla dusz jak rosa dla ziemi po suszy… Patrzył nad nimi, wprost do każdego serca i widział dlaczego tu są… Jedni przyszli z czystego żalu, inni z ciekawości, a niektórzy bo tak wypada… Ale byli. I to był ostatni cud Anioła Mietka.
 Ogarnął ich wszystkich raz jeszcze spojrzeniem i ….wyjął organki. ,,Będę z wami i czekam u drzwi Raju, Przyjaciele…. Nie płaczcie. Jestem w domu!”. Odwrócił się ruszył przed siebie grając wesoło, a światło ścieliło się u jego stóp. Gdzieś w dali chór Aniołów śpiewał: ,,Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.   Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.   Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą…..”
Wielu ludzi odchodzi niezauważonych, a o Mietku ziemia nie zapomni długo.

epitafium

-------------------------------

Epitafium dla Mietka cz. III

Był wiosenny, ciepły dzień. Pan Bóg jak zwykle o tej porze przechadzał się po Raju ciesząc się pięknem stworzenia. Zbliżył się do niewielkiego strumyka, nad którym pochylały się smukłe brzozy mocząc długie włosy w leniwie płynącej wodzie. Kojącą ciszę przerywały tylko radosne trele ptaków i furkot skrzydełek bajecznie kolorowych ważek krążących nad wodą. Nad brzegiem dostrzegł Anioła Mietka. Siedział jak lubił, z wędką i moczył nogi. Ryby podpływały gromadami i wesoło wyskakiwały nad wodę jakby bawiąc się w berka. MIetek grał na organkach, a one lubiły go słuchać. Pan Bóg przyglądał się tej scenie z uśmiechem. Wszystko co stworzył było dobre! Po chwili podszedł do Anioła Mietka i przysiadł się. Anioł ucieszył się widząc Pana Boga. ,,JAk ja się za tym miejscem stęskniłem!" - zawołał. ,,O tak, wiem" - odrzekł Pan Bóg. ,,Mnie tez Ciebie brakowało". Mówiąc to poczochrał kudłatą głowę Mietka. Mietek sam zaczął rozmowę.,,Posłałeś mnie na ziemię, do ludzi. Tam kochałem, cierpiałem, śmiałem się. Pozwalałem ludziom mnie ranić - wszystko jak mówiłeś PAnie Boże. ZAwołałeś -wróciłem". Anioł zwiesił głos i zapatrzył się w wodę. Przypominał sobie twarze, które jako człowiek ukochał. Miejsca, w których był, dom w którym miał przystań. Najbardziej jednak wzruszały go ramiona matki, która kochała go na ziemi jak nikt inny. Tam chronił się gdy ludzie mu dokuczali, gdy świat upominał się o swoje, tam żalił się bez słów, których zresztą poza nią i tak niewielu rozumiało. Był mały -to chorował. Lekarze bezradnie rozkładali ręce. Był starszy - nauczył się radzić sobie sam, bez kolegów, za którymi zawsze przepadał. W kwiecie wieku trafił do innego jeszcze domu. I tam wzeszło jego ziarno. Tam Mietek, ukryty anioł, nareszcie był szczęśliwy!

Miał kolegów i wszyscy rozumieli jego mowę! ,,Panie Boże - czy dobrze wypełniłem zadnie"?

Zapytał cichym głosem, łamiącym się od wzruszenia, które go ogarnęło gwałtowną falą wspomnień. ,,Dobrze Mieciu" - odparł Pan BÓg. ,,Tam gdzie stanąłeś, a ludzie przyjeli Cię z miłością - zakwitły ogrody"!